Coofik, w I klasie LO średnia pewnie Ci spadnie o cały stopień, żeby z każdym semestrem być wyższą i pod koniec LO osiągnąć taką, jaką wyciągnąłeś na koniec gimnazjum

To samo później na studiach

(a przynajmniej sporo osób tak miało, łącznie ze mną

) Coofik, to czy CAE zwolni Cię z języka na uczelni zależy często od uczelni. Na Uniwersytecie Warszawskim np. zwalnia.
Znaczenie ma tak naprawdę to, co się samemu wynosi ze szkoły. Wiem, że to głupio zabrzmi i strasznie niepopularnie, ale przez całe moje studia denerwowali mnie idioci, którzy: a) nie chodzili na zajęcia, b) przed sesją okupowali wszystkie xera w pobliżu i wydawali fortunę na xerowanie notatek, c) i tak się z tych notatek nie nauczyli, tylko zrobili sobie ściągi -- i to te wszystkie rzeczy jednocześnie lub d) szli na egzamin 'na krzywy ryj'. Stada tych debili najczęściej na 5 roku w ogóle nie wiedziały jaka jest pełna nazwa studiów, które właśnie kończą - smutne:(
O wiele bardziej jednak wkurza mnie takie ciche przyzwolenie na złe praktyki na uczelniach.
Wykładowca widzi, że student na egzaminie ściąga i nie reaguje. WTF?! Taki student powinien od raz dwa osiem stać przed komisją dyscyplinarną i jeśli nie wylecieć z uczelni, to przynajmniej dostać naganę z wpisem do akt.
Albo inna sytuacja: student nie przychodzi na zajęcia, nie oddaje zadanych prac w terminie, nie pisze kolosów... aż na przedostatnich zajęciach błaga o zadanie mu dodatkowej pracy/prezentacji, żeby chociaż mógł dostać 3 i wykładowca się zgadza. Praca/prezentacja jest na poziomie podstawówki, ale student dostaje 3. Ten sam wykładowca stawia komuś, kto na zajęcia chodził i wszystko oddawał np. 3.5... WTF?! Czemu wykładowca zgadza się zaliczyć takiemu leserowi zajęcia, nie trzymając się przez siebie stworzonych wymagań? Oblać takiego! Czemu wykładowca jest niesprawiedliwy dla sumiennych studentów?...
Jeszcze inna sytuacja: na egzaminie jest 2 studentów - jeden jest obowiązkowy, umie wszystko i w ogóle; drugi to leser, który specjalnie siada obok kujona, aby ten mu pomógł. Rozwiązanie A: kujon daje ściągnąć, dostaje 5, leser też dostaje 5. WTF?! Kujonie, właśnie pomagasz debilowi w jego debilizmie i utwierdzasz go w przekonaniu, że dobrze robi. Rozwiązanie B: kujon nie daje ściągnąć leserowi, przez co leser nie zalicza i zaczyna robić kujonowi "opinię" - jaki to kujon jest głupi i niech go nikt nie lubi, bo jest "żyła" i nie warto się z nim kolegować. WTF?! Czy tylko ja widzę coś nieodpowiedniego w tej sytuacji? Nie że nie zdarzyło mi się nigdy nie rozmawiać na egzaminie czy coś, ale naprawdę chętnie przedyktowałabym całą pracę koleżance, która przed egzaminem umiała wszystko, a w trakcie dostała "zaćmy", niż leserowi:/
Inny zły przykład - wykłady. Moim zdaniem obecność powinna być obowiązkowa, bo jak nie jest, to sprzyja to niestety tworzeniu się stada debili, którzy nie wiedzą co studiują
Reasumując, bardzo duży udział w tym, że jest mnóstwo 'niby' magistrów mają uczelnie

A najgorsze jest to, że nie wszyscy wykładowcy widzą w ogóle tutaj jakiś problem. Niektórym się po prostu nie chce pilnować egzaminów... Inni nawet jak widzą, to nie reagują... bo po co... jeszcze będą musieli przyjść na komisję dyscyplinarną albo złożyć zeznania i zmarnować swój cenny czas...
Tutaj brawa dla ekonomii na Uniwersytecie Warszawskim za program "zero tolerancji dla ściągania"

Wiadp, słyszałam, że podniósł się u Was poziom studiów dzięki temu:)
Co do pracy - wolę coś co lubię i mało zarabiać, niż budzić się codziennie z pulsującą ze złości żyłą na czole z powodu pracy, któa mi daje kokosy
No nie. I znowu napisałam za długi post
