Słówko ode mnie - popatrzcie, co się dzieje nawet w III turze.
1. Ja dostałem się do szesnastki. Ja! A w IDTC byłem poza pięćdziesiątką, w ostatnim PITMC cudem dostałem się do osiemdziesiątki (a wydaje mi się, że od tamtego czasu gram naprawdę niewiele lepiej).
2. Foxy zrezygnował z udziału w ESWC, więc jego miejsce zajął Kamilos. Mikuś zapadł się pod ziemię (tzn. nie wiem, co się u niego dzieje, trochę wstyd przyznać), Freddy nie daje znaku życia. Efekt? W półfinale, a więc w meczu o
awans do warszawskiego finału może zagrać jadący na walkowerach Oddo (nic pewnego, ale możliwy scenariusz) i zwycięzca meczu Słowik - Bongo (to już pewne).
Słowik lub Bongo będą grać o wyjazd do Warszawy. Przecież to nie są gracze z czołówki! Nie mam zamiaru ich tu obrażać w żaden sposób, chcę tylko, żebyście sobie uzmysłowili, że wystarczy odrobina szczęścia i zaangażowania, by walczyć bezpośrednio o duży sukces na scenie Trackmanii, przynajmniej moim zdaniem. Żaden argument w stylu "nie poradzę sobie, za wysoki poziom", których wiele słyszałem przed eliminacjami i w ich trakcie, nie ma tu już racji bytu, chyba że jesteś graczem z, powiedzmy, mniej niż półrocznym stażem.
Jeszcze mało? No to popatrzmy na IV turę. Najpierw lista zapisanych:
Cyborg (XST), Memorial (MD), Lewy (rX), Słowik (rX), Paweł (TCW), Metex (TCW), DiabloS (rX), Oddo, skt (uSp? RBF? nie pamiętam

) i ja. Reszta to nieliczący się zupełnie gracze.
Z tego odpada DiabloS lub Metex (trafiają na siebie w półfinale III tury) oraz może Oddo lub Słowik (mogą trafić na siebie w półfinale III tury). Poza tym Cyborg i skt mimo zapisywania się do poprzednich tur wykazywali się dotąd zerową aktywnością. Powiedzmy, że po czasówce będzie to wyglądało tak:
1. DiabloS/Metex, 2. Paweł, 3. Lewy, 4. Słowik, 5. ja, 6. Memorial. Zakładamy, że Oddo i DiabloS lub Metex odpadają, a Cyborg i skt nie grają. 10 miejsc w szesnastce przypada początkującym nadeowcom i niedzielnym graczom, którzy przyszli z CS-a. W ten sposób każdy z wymienionej szóstki bez problemu przechodzi I rundę pucharową. Ćwierćfinały wyglądałyby tak:
DiabloS/Metex - nieznany gracz
ja - Słowik
Lewy - Memorial
Paweł - nieznany gracz
I niech się teraz (tfu, tfu!) stanie i ktoś wycofa się z III tury, co da DiabloSowi lub Metexowi awans do finału. Wtedy w półfinale IV tury ja lub Słowik gramy z jakimś kołkiem i wydająca się wcześniej jedynie głupim dowcipem perspektywa Słowika w polskim finale ESWC staje się nagle nie tylko prawdopodobna, ale bardzo, bardzo realna.
A jeśli, powiedzmy, Paweł jednak nie wróci do gry po tej półrocznej przerwie? Wtedy Lewy w Warszawie? Proszę bardzo!
To wszystko jest możliwe, bo wszyscy olewają te eliminacje. W obecnej sytuacji choćby przeciętny gracz z PD czy WDD przy pewnej dawce szczęścia i zaangażowaniu może zagrać w Warszawie. Jeśli to wam nie mówi o skali zaniedbania, jakiego nasza scena dopuściła się względem eliminacji do ESWC, to nie wiem, co wam to może uświadomić. I nie wmówicie mi, że wszyscy w tym roku mają egzaminy gimnazjalne/maturalne/obrony dyplomowe na studiach.
Chyba że niektórzy mają rację i scena w końcu zaczyna umierać, ale ciężko mi w to uwierzyć widząc, jak NAR ciągle gra swoje wewnętrzne turnieje, jak RBF ciśnie w CIS Cup i ile drużyn z Nadeo gra w tej lidze nadeowej organizowanej chyba przez RtA.