a ja się podzielę moim dawnym odkryciem, które teraz na nowo mnie zachwyca.
zespół nazywa się A Silver Mt. Zion (choć wariacji nazwy tej jest mnóstwo). grają... cóż, ciężko powiedzieć. teoretycznie klasyfikuje się ich jako post-rock, ale użycie gitar jest znikome. brzmienie nadają instrumenty smyczkowe i fortepian, czasem wzmocnione odrobiną elektroniki czy perkusji. wokal bywa, ale nie za często.
muzyka ich jest bardzo, że tak powiem, emocjonalna. niby dość minimalistyczna, ciągnące się, powtarzające motywy, niby nudna, ale... to po prostu powala. każdy dźwięk brzmi tak jakoś... dramatycznie. przejmująco. prawdziwie. nie jest to muzyka łatwa. nie jest do słuchania "tak sobie". trzeba naprawdę siąść i w spokoju posłuchać, ale warto. nie każdemu się spodoba, bo momentami jest dosyć depresyjna, ale że ja tak lubię... ;d
przyznam się, że nie raz autentycznie przy tym płakałem. żadna inna muzyka tak mnie nie porusza. tak, nawet radiohead.
tmpl://
www.youtube.com/watch?v=M-obKx7i15M
tmpl://
www.youtube.com/watch?v=YmJoulpz_sA
tmpl://
www.youtube.com/watch?v=RWzHcS55rzQ