No i na początek wtopa, bo dwóch pierwszych map nie oglądałem.
Trzecia trasa mogła okazać się decydująca, jednak Szwecja sprawiała wrażenie niewytrenowanej (przede wszystkim Tubbe i Krolle) i wręcz oddała mapę, wygrywając bodajże zaledwie trzy rundy. Taki przebieg meczu doprowadził do rozegrania kolejnego, tzw. "re-matchu".
Re-match odbywał się z jednym odstępstwem od ogólnych zasad - limit punktowy wynosił pięć zamiast siedmiu. I tak na pierwszej mapie Szwecja wygrała wszystkie rundy. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż... była to trzecia mapa z pierwszego meczu, czyli ta, na której wcześniej grali jak ostatnie łajzy.
Piątym torem także okazał się ten nieszczęśliwy w pierwszym starciu dla Szwedów. Dwie rundy WU, potem 1-1 w małych punktach i nieoczekiwany zwrot akcji - disconnect Carla, pierwszy i zarazem ostatni DC w całym meczu. Oczywiście runda dla Szwecji, choć po wynikach dało się zaobserwować, że "ucieczka" Carla nie była dużą stratą dla jego zespołu. Dalej parę badziewnych rund: KarjeN, t0to i Frost nie widzieli w tym nic dziwnego, że w każdej rundzie robili czasy o ok. 0.4s słabsze od WR-a, który i tak NIE NALEŻAŁ do żadnego z nich. Ostatnia runda i zdawało mi się, że nikt nie popełnił najmniejszego błędu. Karjen z 0.22 od WR, za nim jakiś Francuz, potem Frost... i jeszcze dwóch innych Szwedów, co dało Skandynawom historyczne zwycięstwo... Po raz pierwszy od ponad czterech lat (pięciu edycji) mamy innego mistrza Nations Cupa aniżeli Les Françaises!