Oni jak podobnie wiele innych scen mapki maja zawsze te same, co powoduje, że zawodnicy utrzymują w 90% swój poziom nie trenując po kilka miesięcy, jasne trochę im aim spada, ale po kilku treningach wracaja do formy.
Zdaję sobie sprawę jak wielką siłę TM stanowi tworzenie map, ale IMO to powinno przyciągać jedynie do grania for fun.
Granie turniejowe powinno polegać na skillu i psychice, a nie na "ciotowaniu" typu Frost, Karjen. Ciągłe zmiany map propagują właśnie takie trenienie po 6h dziennie, czy ile oni tam trenują ;P
Po drugie, jeśli zostaniemy przy w miare stałym zestawie map, komentatorzy zawsze będą znać szczegóły map, podobnie jak widzowie. Znacznie przyjemniej ogląda się spotkanie, gdy wiesz lub chociaż komentator powie gdzie jest ryzykowny drift, gdzie często łapią bugi
No i po trzecie nie będzie czegoś takiego jak : "nie miałem w tym tygodniu czasu zeby wytrenic mapke, czy tym bardziej trzech", łaczy się to tez oczywiście ze zwiekszeniem poziomu gry.
Jak dla mnie byłoby to logiczne posuniecie w kierunku rozwoju sceny. Takie podejście propagują ESL, ESWC, WCG (Chodzi mi o to jak wczesnie wypuszczają te kilka mapek), więc chyba coś w tym jest.
Polecam zobaczyć sobie relacje na http://tv.esl.eu/de/ z turnieju QL, naprawdę świetnie się to ogląda, w końcu zrozumiałem na czym poelga ta gra i ani na chwilę się nie nudziłem, świetna realizacja, świetnie byłoby, gdyby spotkania TM były pokazywane w ten sposób
Kończąc ET ma fajny system jest prestizową ligą, ale jej potencjał został dawno wykorzystany.
Jestem za tym, żeby robić turnieje na ESL i zmieniać mapy co 3,6 miesięcy i dążyć do dalszego rozwoju sceny
Co wy sądzicie na ten temat











