kilka słów ode mnie:
King's Speech - jak dla mnie jedyne co jest warte uwagi w tym filmie to właśnie gra Colina, któremu od dłuższego czasu należy się jakaś nagroda jak psu buda. cieszy mnie niezmiernie, że dostał szanse zagrania roli, w której mógł pokazać jak naprawdę dobrym jest aktorem.
Black Swan - naprawdę nie umiem znaleźć tutaj nic, czym naprawdę mógłbym się zachwycić. Natalie Portman praktycznie w każdym filmie jest świetna, a tutaj nie wybiła się ponad swój wysoki poziom.
The Fighter - niestety w kwestii filmów o bokserach pierwsze miejsce jest niedostępne, bo okupuje je seria Rocky. Jednak Christian Bale! jak dla mnie obecnie jeden z najbardziej niedocenianych aktorów. Każdy, kto oglądał właśnie The Fighter, The Machinist, American Psycho, The Prestige, Equilibrium, a nawet Shaft, wie, że potrafi się on dopasować do robi, wczuć się w nią, i niebywale się przygotować, schudł do 55kg, by zagrać w The Machinist i ponownie do prawie 60 kg by zagrać w The Fighter. jak dla mnie aktor, który powinien siedzieć spokojnie i czekać po pierwsze na statuetkę dla najlepszego drugoplanowego aktora i po drugie, na rolę, która da mu oscara za rolę pierwszoplanową.
Inception- film, który miał być nowatorski, który miał pokazać, że pomysły na film nie muszą być powielane i stał się takim dla szerszej publiki. jednak ja (oraz wiele osób, które oglądają mniej popularne filmy) widzą w nim ogrom pomysłów wziętych z filmu anime Paprika, a poza wchodzeniem w sny, "przyzywaniem" przedmiotów przez architektów to mamy film akcji z zagwozdką na koniec. jednak przyznać muszę, że scena walki w korytarzu była najwyższej klasy. no i wyciągnięcie świetnego talentu aktorskiego jakim jest Joseph Gordon-Levitt. Większość może go pamiętać z trzeciej planety od słońca.
The Kids Are All Right- nie oglądałem, nie wypowiadam się.
127 Hours- nie oglądałem, ale ciekawi mnie rola syna goblina w tym filmie.
The Social Network- w planach.
True Grit- w końcu porządny western, po zawodzie, jaki sprawił mi 3:10 do Yumy (głównie ze względu na Russella Crowe, którego trawię tylko jako twardego gliniarza z problemami szukającego narkotykowego bossa). No i oczywiście duet bracia Coen + Jeff Bridges od zawsze był kojarzony ze znakomitością
Winter's Bone- nie oglądałem.